Maria Konopnicka - Dym - treść noweli - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
A gdy chłopcu głośno zaszczekały zęby, przysiadła przy nim, przycisnęła głowę jego do swych wyschłych piersi i tak go kołysała, jak kiedy niemowlęciem był.
Chłopak się ukoił, utulił wreszcie i na poduszkę opadł.
- Niech mama już idzie - rzekł - niech mama idzie, położy się. Ja usnę.
Ale nie usnął. Leżał na wznak, z otwartymi szeroko oczyma, wpatrzony w gasnące na wschód nieba gwiazdy.

Spojrzała na niego raz i drugi.
- A czego nie śpisz, synku? - spytała.
- Nie mogę, mamo. - odpowiedział cicho, skarżącym się głosem.
Podeszła i siadła przy nim.
- Nic się nie trap, synku! - przemówiła. - Nic się nie trap. Albo to na to ten Pan Bóg miłosierny pioruny w niebie chowa, żeby zaś nimi wdowie niebogiej jedynego synaczka ubijać? Nie da tego Pan Jezus i ta Matka Przenajświętsza. A ja ci to powiem, że piorun wesele znamionuje, kiedy się kawalerowi albo pannie śni. Ot, co, widzisz, piorun znamionuje. Przecie sennik mam, to wiem.

Mówiła to z uśmiechem, wesoło niemal, ręką wyschłą po czole jego wodząc i włosy mu gładząc, aż chłopak dobrej myśli począł być i też się uśmiechnął.
- To mama mówi, że wesele? - spytał.
- A przecie, że nie co! Wesele, huczne wesele.
Zamyślił się chłopiec, a po chwili rzekł:

- To ja już wstanę, mamo.
- Wstań, synku, wstań. Zgotuję śniadanie, jak przejesz, to cię to odejdzie.
Jakoż odeszło. Weselej nawet było tego ranka niż zwykle w izdebce, bo chłopak czasu dość mając jedną po drugiej piosenkę na prześcigi z kosem gwizdał, aż ptaszysko zachrypło i kiedy przyszło do Zosi, co jej się chciało jagódek, gwizdało tak żałośnie, jakby kto przez nos śpiewał. Uśmiał się Marcyś, uśmiała się matka i tak się w radości rozstali. Kiedy wyszedł, wdowa stanęła przy drzwiach i nasłuchiwała oddalających się kroków. Lekkie były, raźne, swobodne, zwyczajnie młode nogi. Nawet spaczone i spróchniałe schody nie skrzypiały dziś tak jak zazwyczaj. Dopiero kiedy chłopak drzwi za sobą zatrzasnął, rzuciło się w niej serce jakimś nagłym strachem, tak łoskot ich był głuchy, podziemny i takim przeraźliwym echem odbił się w pustych sieniach. Podbiegła do okienka, aby wyjrzeć za synem.

Szedł lekko, spiesznie, z podniesioną głową, a kiedy miał już przejść furtkę w fabrycznym murze, odwrócił się i spojrzał w górę. Może w okienko, a może tak sobie.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 - 


  Dowiedz się więcej
1  Dym - streszczenie
2  Sposób ukazania matczynej miłości w utworze
3  Charakterystyka Marcysia



Komentarze
artykuł / utwór: Maria Konopnicka - Dym - treść noweli







    Tagi: