Maria Konopnicka - Dym - treść noweli - klp.pl
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Ale choć od okienka wiało srodze i szron aż do izby zalatywał przez spróchniałe ramy, podchodziła do niego coraz, żeby na fabrykę spojrzeć.
Gorzała ona wprost facjatki szeregiem oświetlonych okien, huczała wewnętrzną pracą płuc swoich olbrzymich, szczękała żelastwem, dźwięczała biciem młotów, zgrzytała zębami pił, syczała żądłami topionych metalów. Dym, który teraz na tle głębokiego granatu niebios walił z jej komina, płomienny był, ogniami ziejący, snopy iskier ciskał jak race.

Szerokie łuny od niego skroś nieba szły i het przecz odbijały wielkie, ciche zorze.
Patrzyła na nie wdowa w zadumaniu.

Z zadumy tej wyrwało ją gwizdanie kosa, który, rozbudzony światłem bijącym z fabryki w okienko, zaczynał wycinać swoje kuranty. W izdebce robiło się weselej, ogień trzeszczał na kominku, a kos darł się aż do ogłuszenia. A kiedy na niebie księżyc w pełni stanął, całe ono widzenie ogniste topniało w blaskach miesięcznych.
Późnym wieczorem dopiero wracał syn i od progu już znowu wołał:
- Mamo, jeść!
A razem z tą młodą, silną postacią wstępowało w progi izdebki wesele, śmiech i swoboda. Z mniejszym już teraz pośpiechem posilał się chłopak, opowiadał przez chwileczkę to i owo rozpytując się o ubiegły dzionek matce, po czym zaczynał szeroko ziewać, przeciągać się, kos nawet nie bawił go już w takiej chwili.
- Idź spać, synku, idź spać! - mówiła matka głaszcząc go po głowie. - A to jutro do dnia ci znów trzeba.
- Pójdę, mamo. - odpowiadał sennym głosem. -Zmordowałem się tak, że to ha!

- A pacierz, synku, zmów - przypominała jeszcze.
- Zmówię, mamo.
Całował jej rękę, klękał przed swoim tapczanem i schyliwszy głowę na złożone dłonie odmawiał szybko półgłosem „Ojcze nasz" i „Zdrowaś", tu i ówdzie przerywając modlitwę potężnym ziewnięciem, po czym bił się hałaśliwie w piersi, żegnał z rozmachem i zdjąwszy pośpiesznie odzież rzucał się na twarde posłanie.

Natychmiast też prawie usypiał, a w izdebce słychać było dawno jego równy, głęboki oddech, podczas kiedy matka długo jeszcze szeptała zdrowaśki przed poczerniałym, ze złocistego tła wychylającym się obliczem Panny Najświętszej.
Nareszcie lampka gasła, kos przestawał się trzepotać po klatce, uciszało się wszystko, aby znów jutro o brzasku się zbudzić.

Oznacz znajomych, którym może się przydać

strona:   - 1 -  - 2 -  - 3 -  - 4 -  - 5 -  - 6 -  - 7 - 


  Dowiedz się więcej
1  Sposób ukazania matczynej miłości w utworze
2  Charakterystyka matki Marcysia
3  Dym - pplan wydarzeń



Komentarze
artykuł / utwór: Maria Konopnicka - Dym - treść noweli







    Tagi: